|
|
| Nie pal liści. Pieniądze pójdą z dymem |
Data: 6.11.2011 9:19 |
|
Mieszkańcy domków jednorodzinnych będą mieli w tym roku wyjątkowy problem z pozbyciem się liści, bo już nie wolno ich palić. Na dodatek ZDM nie ma pieniędzy nawet na zabranie tych, które spadną przed domem.Podrzucić sąsiadowi? Wywieźć do parku? Takie dylematy mają mieszkańcy domków jednorodzinnych. Do ubiegłego roku od października do kwietnia liście można było palić. I wiele osób z tej możliwości korzystało. Wśród nich była Aneta Podemska, która mieszka obok jednego z poznańskich parków: - Dookoła mojego domu rośnie sporo drzew, więc na podwórku wciąż mam sporo liści. Najczęściej wywoziłam je na działkę i tam paliłam - opowiada kobieta. Teraz jednak, zgodnie z nową ustawą o odpadach, nie można już palić gałęzi i liści. Grozi za to mandat w wysokości od 20 do 500 zł. - Ponieważ przepis jest nowy, na razie strażnicy będą jedynie pouczać. Ale od przyszłego roku mandatu nikt nie uniknie - zapowiada Przemysław Piwecki, rzecznik straży miejskiej. Co zatem poznaniacy mają robić z liśćmi? - Jest kilka możliwości. Można je wywieźć na gratowisko, tam za worek zapłacimy 2 zł. Warto też zrobić na swojej posesji przydomowy kompostownik i tam je składować. Istnieje też inna opcja: odpady zielone odbierają firmy wywożące śmieci. Za ich wywóz zapłacimy 20 proc. mniej niż za normalne odpady - radzi Józef Rapior z wydziału gospodarki komunalnej. Kompostownik jednak dla wielu osób nie jest rozwiązaniem. - Nie chcę kompostownika, bo obawiam się, że zamieszkają w nim szczury. Zresztą liście mają bardzo dużą objętość i kompostownik ich nie pomieści - mówi pani Agnieszka, mieszkanka Winograd. Z kolei wywożenie zielonych odpadów na gratowisko jest uciążliwe, zwłaszcza jeśli ktoś nie ma dużego auta. Pani Katarzyna z ul. Cichej liście, trawę i gałęzie wrzuca do kontenerów na podwórku. - Ale prawda jest taka, że muszę za to słono płacić. Ja na szczęście nie mam zbyt dużo takich odpadów, ale co mają zrobić ludzie, którym rosną na podwórkach duże drzewa? - pyta pani Katarzyna. Firmy wywożące śmieci zabierają wprawdzie odpady zielone, ale za wywóz worka każą sobie płacić nawet 10 zł. To sporo. Wiele osób podrzuca więc liście sąsiadom albo wywozi je do parków. Takimi workami zawsze jesienią obstawiona jest np. Cytadela, Kobylepole, czy Sołacz. Za ich sprzątanie i tak musi płacić miasto. Czy nie można więc wprowadzić wyższej bonifikaty na zielone odpady? Wtedy mniej osób paliłoby liście, czy wywoziło je do parków. - W przyszłym roku uchwalimy nowy regulamin dotyczący utrzymania porządku w mieście i rozważymy taką możliwość - zapewnia Rapior. W tym sezonie sytuacja jeszcze się pogorszyła: poznaniacy muszą sami zatroszczyć się nie tylko o zagospodarowanie liści ze swoich ogródków, ale też o pozbycie się tych, które spadną za płotem. - W ubiegłych latach rozdawaliśmy mieszkańcom worki na zebrane z chodnika i jezdni liście, a potem je wywoziliśmy. Niestety teraz mamy tak ograniczone finanse, że nie możemy tego robić - przyznaje Tomasz Libich z Zarządu Dróg Miejskich. Tomasz Lewandowski, radny SLD i przewodniczący komisji gospodarki komunalnej, od dziennikarki "Gazety" dowiedział się o tej zmianie. - Na najbliższej sesji zapytam, skąd ta niemoc ZDM-u - zapowiedział. Radny jest też przekonany, że miasto powinno pomóc mieszkańcom pozbyć się liści i zielonych odpadów. - Może warto, żeby miasto dopłacało firmom wywożącym odpady - proponuje Lewandowski. Jak Państwo radzą sobie ze spadającymi liśćmi?
http://poznan.gazeta.pl/poznan/1,89336,10593801,Nie_pal_lisci__Pieniadze_pojda_z_dymem.html |
| Dodał: Tomasz Wierzbicki |
| Cmentarz przy ul. Samotnej, na który nie można się dostać |
Data: 14.08.2011 13:01 |
|
Po śmierci opiekunki zabytkowy cmentarz popada w ruinę. Ratunkiem byłoby przywrócenie pochówków - ale to w najbliższym czasie jest niemożliwe.- Najgorzej jest na strychu, tam nie radzę nikomu wchodzić. Same krzyże. Pełno spalonych krzyży - mówi Aleks, gimnazjalista ze Świerczewa. Wraz z koleżankami: Moniką i Klaudią, spacerują po cmentarzu przy ul. Samotnej, zaglądają do spalonego domu dawnego zarządcy. Pokazują swoje odkrycia: staromodny but na obcasie przed wejściem, różowa piżama w sieni, krzyże w kurniku. Przed domem siedzi grupa starszych nastolatków z psami. Nieco dalej, na granitowym nagrobku, przysnął mężczyzna w dżinsowej kurtce. Groby zarastają trawą, krzyże się krzywią. - Kiedyś mieszkała w tym domu taka starsza pani, ona pilnowała, by nikt tu nie chodził, nie niszczył. Ale potem zmarła i już teraz nikt nie dba o cmentarz - mówi Monika. Ta starsza pani to Jadwiga Sadowska, żona dawnego zarządcy cmentarza. Za opiekę nad cmentarzem czytelnicy "Gazety" przyznali jej w 2009 r. Białą Pyrę Roku. Zmarła w styczniu w wieku 96 lat. Opuszczony przez nią dom spłonął w czerwcu, nadaje się już tylko do rozbiórki. A ks. Adam Błyszcz, proboszcz parafii pw. Zmartwychwstania Pańskiego, do której należy cmentarz, zastanawia się, co zrobić z zabytkową nekropolią. Jaka jest historia cmentarza? 3 ha ziemi na Dębcu parafia kupiła w 1931 r. Zaciągniętą na ten cel pożyczkę udało się szybko spłacić dzięki dochodom z tacy, z filmów "Przygody Marynarza" i "Wilcze Serce" wyświetlanych w parafialnym kinie, ale przede wszystkim: z pochówków. Po pięciu latach zmartwychwstańcy dokupili kolejny hektar. Parafia korzystała z cmentarza tylko parę lat, do wojny. Po 1939 r. Niemcy chowali na Dębcu Polaków ekshumowanych z cmentarzy w centrum. W maju 1945 r. miejskie władze wyłączyły cmentarz z użytkowania, a w 1954 r. przejęły teren. Parafia odzyskała go w latach 90., a przed trzema laty wzbogaciła się o kolejny hektar cmentarnej ziemi, przekazany przez miasto jako odszkodowanie za działki, na których stoi dziś V LO i dom dziecka. - Pani konserwator oznaczyła na cmentarzu 116 obiektów zabytkowych. Część z nich została przeniesiona na cmentarz na wzgórzu św. Wojciecha, ratunkiem dla pozostałych byłoby przywrócenie pochówków - twierdzi ks. Błyszcz. Przy Samotnej mogliby być grzebani nie tylko katolicy, ale także osoby innych wyznań i niewierzące. Część terenu ze względu na wysoki poziom wód zostałaby przeznaczona na kolumbaria, w których stałyby urny. - Jest tylko jeden, zasadniczy problem: na cmentarz nie ma dojazdu - zaznacza ks. Błyszcz. Prowadząca z Dębiny ul. Samotna urywa się przed torami na Wrocław. Na nekropolię łatwiej dotrzeć od strony Świerczewa, pieszo, wąską ścieżką przecinającą prywatną łąkę. - Prowadziłem rozmowy z miastem w sprawie budowy drogi. Urzędnicy zaproponowali przedłużenie ul. Będzińskiej, przez teren, na którym stoją dziś baraki. W baraku, który musiałby zostać wyburzony, mieszka dziś siedem rodzin. Już widzę te komentarze: ludzie tracą dach na głową, bo jakiś proboszcz chce drogi. Nie mogłem się zgodzić na takie rozwiązanie - mówi ks. Błyszcz. Rozmowy zostały przerwane, a w lipcu do parafii przyszedł list z urzędu miasta: droga nie powstanie, a na pewno nie w najbliższym czasie. - Zaproponowany przebieg drogi jest jedynym możliwym, bo tylko taki przewiduje plan miejscowy. Jeżeli parafia nie wyraża zgody na taki przebieg, to nie ma innej możliwości - mówi Anna Szpytko, rzecznik prasowy urzędu. W tym rejonie miasto posiada 5 ha ziemi. Chciałoby je sprzedać, a zarobione pieniądze przeznaczyć na budowę domów komunalnych. Tam przeprowadziliby się mieszkańcy rozebranego baraku. Potem musiałyby się jeszcze znaleźć pieniądze na drogę. Jak długo to może potrwać? Nie wiadomo. Do tego czasu miasto nie może wymusić na parafii renowacji cmentarza: proboszcz tłumaczy się brakiem pieniędzy. - Przykro mi, gdy słyszę, że nie dbam o cmentarz - wyznaje ks. Błyszcz. - Płacę firmom wywożącym śmieci, koszącym trawę. Wywiezienie śmieci to 1,8 tys. zł, skoszenie trawy: 2 tys. zł za miesiąc pracy. Teraz czeka mnie rozbiórka domu, jeszcze nie wiem, jaki to będzie koszt. Zapytałem miasto, co ono zrobiło przez kilkadziesiąt lat, gdy cmentarz do niego należał. Nie dostałem odpowiedzi.
http://poznan.gazeta.pl/poznan/1,36001,10110325,Cmentarz_przy_ul__Samotnej__na_ktory_nie_mozna_sie.html |
| Dodał: Tomasz Wierzbicki |
| Świerczewo przyjazne dla rowerzystów |
Data: 13.10.2010 20:40 |
|
- Koniec z przejazdem rowerem przez skrzyżowanie tylko po wciśnięciu przycisku - cieszą się cykliści na Świerczewie. - Więcej stojaków i rowerowych ścieżek - podsumowują swe sukcesy. Udogodnienia te to efekt uporu i cierpliwości w walce z miejskimi urzędnikami.Mroźny jesienny poranek. Zamglona pętla tramwajowa na Dębcu. Mimo tego na parkingu rowerowym stoją jednoślady. Damka, składak i góral, którego przypiął pan Andrzej. Przypedałował z Lubonia. Teraz czeka na "dziesiątkę". Pojedzie nią do pracy w jednym z centrów handlowych. - Rowerkiem zdrowiej! Ale dopóki aura pozwoli, bo z mrozem walczyć nie będę - mówi wsiadając do bimby. Rowerowy parking stanął na pętli na początku października. - Długo o niego walczyliśmy. Najpierw z Zarządem Transportu Miejskiego: stojaki miały być wiosną, ale zabrakło pieniędzy. W końcu naszych próśb wysłuchało MPK. To dobrze, bo na pętli rower można zostawić, wsiąść w tramwaj i podjechać do pracy lub szkoły - mówi Tomasz Wierzbicki z Rady Osiedla Świerczewo. Sam dojeżdża w taki sposób na politechnikę, gdzie studiuje budownictwo. A jest szansa, że na pętli rowerów parkować będzie coraz więcej osób. Może, wzorem pana Andrzeja, również mieszkańcy Lubonia i Puszczykowa z autobusów przesiądą się na jednoślady? - To całkiem możliwe, bo prowadzącą w kierunku Lubonia ul. Opolską czekają zmiany, z których ucieszą się cykliści. Zarząd Dróg Miejskich pracuje nad tym, by dopuścić na chodniku ruch rowerowy. Piesi bać się nie muszą, bo chodnik jest tam szeroki. Dzięki wpuszczeniu nań rowerów dzieci i młodzież bezpiecznie dojadą do pobliskich szkół, a starsi do położonej nieopodal przychodni - mówi Wierzbicki. To nie koniec sukcesów świerczewskich radnych. Po długich staraniach do ich próśb dostosował się ZDM. Sygnalizację świetlną przy skrzyżowaniu ul. Leszczyńskiej, Bohaterów Westerplatte i Ostatniej przeprogramował w taki sposób, że rowerzyści na zielonym świetle przejadą zawsze wtedy, gdy auta stać będą na czerwonym. - ZDM nieugięty był przez 9 miesięcy - Tomasz Wierzbicki opowiada, w jaki sposób opornych drogowców udało się w końcu nakłonić do zmian: - W styczniu wysłaliśmy pierwszy wniosek. Został odrzucony. Decyzję tłumaczono względami bezpieczeństwa. Sprawdziliśmy dokładnie przepisy. Okazało się, że zmuszanie rowerzystów do zatrzymywania się po to, by nacisnąć przycisk, jest niezgodne z prawem. Napisaliśmy więc kolejny wniosek. I udało się - został pozytywnie zaopiniowany! Popularyzacji ruchu rowerowego na Świerczewie ciąg dalszy? Proszę bardzo. Mnóstwo ulic jednokierunkowych - spokojnych, z progami zwalniającymi i ograniczeniem prędkości do 30 km/h. A na nich rowerem pod prąd? Marzenie? Mandat? Nie - kolejne plany tutejszych radnych. - Chodzi tylko o to, by pod znakiem "ulica jednokierunkowa" i "zakaz wjazdu" umieścić tabliczki "nie dotyczy rowerów" - mówią. Wysłali pismo do prezydenta Kruszyńskiego z prośbą o niezależną ekspertyzę prawną. Okazało się, że można. Ale drogowcy byli niechętni. Tłumaczyli, że takie rozwiązania stosuje się wyjątkowo, a jeśli już, to w obszarze staromiejskim. Wierzbicki: - Nie poddaliśmy się. Wysyłaliśmy opracowania, materiały prasowe i zdjęcia z przykładami z Gdańska i Krakowa. Tam urzędnicy przekonali się do propozycji rowerzystów. A nam odpisano: "Przykłady innych miast nie upoważniają do bezkrytycznego pójścia ich śladem". - Skoro zatem nie udało się z tabliczkami, to teraz powalczymy o kontrapasy. One wymagają już znaków poziomych na jezdni. Ale zgodę na nie uzyskać łatwiej - tłumaczy Wierzbicki.
http://poznan.gazeta.pl/poznan/1,36001,8508427,Swierczewo_przyjazne_dla_rowerzystow.html |
| Dodał: Tomasz Wierzbicki |
| Śmieci już nie ma. Azbest też zniknie |
Data: 18.08.2010 20:50 |
|
Problem śmieci i azbestu na ul. Opolskiej nie dotyczy już mieszkańców. Po interwencji "Gazety", cała zawartość kubłów i leżąca obok nich sterta odpadów zostały sprzątnięte.- Już we wtorek po południu zaczęto wszystko wywozić. Ostatni raz przyjechali w środę rano. Cztery razy przyjeżdżali zanim wszystko zniknęło spod okien - opowiada Bożena Konieczna, która mieszka w jednym z baraków przy ul. Opolskiej. Mieszkańcy prosili o uporządkowanie terenu od trzech miesięcy. Kontenery były zapełnione śmieciami po brzegi. Podrzucili je prawdopodobnie dzicy lokatorzy, którzy mieszkają w części baraków, z których wcześniej miasto wykwaterowało ludzi. - Teraz, trzeba się zastanowić jak nie dopuścić powtórnie do takiej sytuacji - mówi Maria Wellenger, rzecznik Miejskiego Przedsiębiorstwa Gospodarki Mieszkaniowej. W środę odbyła się wizja lokalna, w której udział brali inspektorzy budowlani oraz lokatorzy. Wspólnie dyskutowali nad dalszymi, koniecznymi porządkami. Ustalili przeniesienie śmietnika w inne miejsce. Zabezpieczono również azbest zalegający na terenie. - Z pewnością zostanie on usunięty w najbliższym czasie, jednak musimy zachować wszystkie procedury - wyjaśnia Maria Wellenger. - Problem azbestu był zgłaszany jedynie do Alkomu, a nie do nas, dlatego nic o tej sprawie nie wiedzieliśmy - dodaje. A kiedy zostaną zburzone opustoszałe baraki? - Jak tylko rozstrzygnie się przetarg na wykonawcę prac - informuje Wellenger.
http://poznan.gazeta.pl/poznan/1,36001,8267629,Smieci_juz_nie_ma__Azbest_tez_zniknie.html |
| Dodał: Tomasz Wierzbicki |
| "Azbest, śmieci i szczury. Życie na Opolskiej" |
Data: 18.08.2010 9:20 |
|
Mieszkańcy ul. Opolskiej od trzech miesięcy nie mogą się doprosić uporządkowania śmietnika, który mają pod oknami. - Chcemy żyć godnie, a nie jak ludzie drugiej kategorii - denerwują się.Śmietnik przy ul. Opolskiej, w którym powinny stać tylko kontenery na odpadki, zapełniony jest po brzegi śmieciami, nagromadzonymi przez dzikich lokatorów, mieszkających w opustoszałych barakach. Kontenery są dwa, wywożone raz na tydzień. A góra śmieci obok kontenerów z dnia na dzień rośnie. Nieco dalej na trawie leżą odpady budowlane, a wśród nich - groźny dla zdrowia azbest. Dzieci bawią się dookoła starych okien, z których niektóre mają powybijane szyby. - Kto dopuścił do takiej sytuacji? - pytają mieszkańcy. Za sprawą śmieci kryje się długa historia. - Baraki, w których mieszkamy, miały być zburzone najpóźniej w 2006 r. Tymczasem nadal stoją i nie wiemy, kiedy dostaniemy inne mieszkania, żeby się stąd wyprowadzić - mówią mieszkańcy ul. Opolskiej. - Z części baraków miasto wykwaterowało lokatorów, ale one nadal stoją. I nie wiadomo, skąd biorą się ludzie, którzy mieszkają tam na dziko. To właśnie dzicy lokatorzy podrzucają śmieci. Bożena Konieczna, jedna z lokatorek, pokazuje rachunki za wywóz nieczystości. Wynika z nich, że w zeszłym roku ludzie płacili miesięcznie 9,92 zł od osoby. Z następnego pisma wynika, że będą musieli płacić więcej. Niedopłatę spowodowały właśnie zalegające odpady. - Traktuje się nas jak ludzi drugiego gatunku. Wszyscy podrzucają nam śmieci, a my mamy płacić jeszcze więcej za ich wywóz? - pytają oburzeni mieszkańcy. Jakie jest najprostsze rozwiązanie, by śmieci z Opolskiej zniknęły? - Wystarczy wybudować taki śmietnik, jak kawałek dalej: zamykany na kłódkę. Puste baraki zburzyć i tyle. A tu nawet w rynnach drzewa rosną - opowiada Bożena Konieczna. - Mój kot ciągle przynosi pod drzwi złapane szczury - dodaje. Nagromadzone śmieci zachęcają do podrzucania kolejnych.- Widzi pani te okna? Nikt nie wie, skąd się wzięły. Stoją tak już ponad miesiąc. To nie są nasze, bo nie pasują do żadnego budynku. Zostały bezczelnie podrzucone - pokazują lokatorzy. Dookoła odpadów, starych okien i azbestu bawią się dzieci. - Dojdzie kiedyś do tragedii. Jak się jakiemuś dziecku coś stanie, to wszyscy będą mówić, że to nasza wina, bo nikt ich nie pilnował. Może niedługo zaczniemy chorować na jakieś paskudztwo, to wtedy się nami zainteresują? - pytają lokatorzy. Maria Wellenger, rzeczniczka Miejskiego Przedsiębiorstwa Gospodarki Mieszkaniowej: - Otrzymywaliśmy już skargi w tej sprawie. Mieszkańcy są poszkodowani przez dzikich lokatorów, którzy włamali się do pustych baraków. To oni podrzucają śmieci, a nie płacą za wywóz. Takie puste pomieszczenia z prądem to zaproszenie. Budynki przy Opolskiej należą do miasta, ich właścicielem jest Zarząd Komunalnych Zasobów Lokalowych. Wellenger: - MPGM jest tylko zarządcą. Możemy zgłosić nasze zastrzeżenia, ale nie podejmujemy decyzji. Za to odpowiedzialny jest ZKZL. Każdy nasz wniosek jest przekazywany właścicielowi, który podejmuje decyzje. Co na to ZKZL? Wczoraj rzeczniczki nie było w pracy, a nikt inny nie chciał rozmawiać z "Gazetą". Maria Wellenger obiecuje: - Zobowiązuję się, że te śmieci zostaną wywiezione. Pojadę tam na wizję lokalną.
http://poznan.gazeta.pl/poznan/1,36001,8263906,Azbest__smieci_i_szczury__Zycie_na_Opolskiej.html |
| Dodał: Tomasz Wierzbicki |
| "Czy twój dom jest niebieski, czy czerwony?" |
Data: 12.03.2010 22:50 |
|
Tysiąc poznaniaków będzie mogło sprawdzić - i to za darmo! - czy z ich domów przez okna, drzwi i kominy nie ucieka ciepło. Termowizję funduje miasto w ramach akcji "Trzymaj ciepło". Urzędnicy już czekają na zgłoszenia.Niedawno ocieplony domek jednorodzinny. Specjalna kamera pokazuje, że cały jest niebieski, tzn. że ciepło z niego nie ucieka. Tylko komin świeci intensywnie na czerwono. To nim ulatuje ciepło z domu. - To jeden z ciekawszych przykładów wśród 200 przebadanych przez nas budynków. Okazało się, że izolację komina zniszczyły kuny i trzeba ją naprawić - mówi Jędrzej Wiśniewski, który na zlecenie miasta przeprowadzał badania termowizyjne poznańskich domków jednorodzinnych. Przez dwa miesiące specjaliści bezpłatnie sprawdzali, którędy ucieka ciepło w mieszkaniach na Smochowicach, Świerczewie, Winogradach i os. Warszawskim. Miasto ufundowało 200 specjalistycznych badań. Odpowiednia liczba chętnych zgłosiła się w ciągu doby od ukazania się informacji o pomyśle. - Nikt z nas nie spodziewał się aż takiego odzewu - mówi Leszek Kurek z wydziału ochrony środowiska Urzędu Miasta. - Ten sukces zachęcił nas do tego, by zorganizować kolejną edycję jesienią. Tym razem w akcji może wziąć udział tysiąc osób z całego Poznania. Zgłaszać można się już teraz do WOŚ. Badanie zorganizowane przez miasto jest bezpłatne, normalnie trzeba byłoby zapłacić za nie od 600 do 1200 zł. Sama akcja może rozpocząć się dopiero w połowie października: - Musi być zimno i ciemno. Tylko wtedy badanie ma sens - tłumaczy Kurek. Dlaczego warto zaprosić do siebie specjalistów z kamerą termowizyjną? - Bo możemy się zdziwić tym, co pokaże - twierdzi Wiśniewski. - I wykorzystać przygotowany na tej podstawie raport do poprawy ocieplenia naszego mieszkania. Tylko pięć przebadanych przez nas do tej pory domów nie miało problemów z utratą ciepła - dodaje. Z przeprowadzonej przy okazji termowizji ankiety wynikało, że co czwarty badany uważał, że ma szczelne okna. To, co pokazały badania, niektórych naprawdę zaskoczyło. Bo główną bolączką poznaniaków okazały się właśnie okna, drzwi, bramy garażowe i mostki cieplne. Kiepskie wyniki pokazują, że w domach, z których ucieka ciepło, warto zastanowić się nad zastosowaniem styropianowych ekranów zagrzejnikowych, założeniem zasłon i dodatkowych uszczelek. Czasem wystarczy zresztą tylko posadzić bluszcz, który potrafi być "ciepłą kołderką" dla budynku. A dobre ocieplenie domu pozwala oszczędzić od 20 do 50 proc. energii. Kurek: - To oszczędność dla kieszeni, jak i dla środowiska. Dlatego urzędnicy zachęcają poznaniaków nie tylko do tymczasowych rozwiązań, ale również do całkowitego ocieplania budynków mieszkalnych. - Najlepiej zrobić to jak najszybciej, bo dobrze przeprowadzone prace to spokój na długie lata - mówi Kurek.
http://poznan.gazeta.pl/poznan/1,36001,7657085,Czy_twoj_dom_jest_niebieski__czy_czerwony_.html
Zgłoszenia przyjmuje Wydział Ochrony Środowiska. |
| Dodał: Tomasz Wierzbicki |
| Skończy się koszmar na ul. Przełęcz |
Data: 12.07.2009 22:00 |
|
Po remoncie dróg na Świerczewie jedna ulica pozostała z dziurami. Mieszkańcy piszą skargi, a ZDM zapewnia: całość skończymy w 2010 roku.Po kilku miesiącach prac Świerczewo doczekało się końca remontu ul. Bohaterów Westerplatte. Dzięki temu mieszkańcy będą mogli łatwiej poruszać się między ul. Górecką i Leszczyńską. Także ruch na osiedlu jest urządzony na nowo: wybudowano rondo oraz poprowadzono nową trasę miejskiego autobusu. Jednak nie obeszło się bez problemów. Poznańscy drogowcy zostawili podczas remontu nieutwardzony, niemal stumetrowy fragment ul. Przełęcz między ulicami Błotną i Gostyńską. Wzbudziło to liczne protesty mieszkańców: - Tu jest pełno dziur! Ulica jest nieutwardzona, niewyrównana, już kilka osób uszkodziło podwozia samochodów. Gdybyśmy sami nie zasypywali dziur, byłoby jeszcze gorzej. Chcemy ubiegać się o odszkodowania - mówi "Gazecie" jeden z mieszkańców ul. Przełęcz. Inna mieszkanka skarży się: - Jak wieje wiatr, jest jak na pustyni. Cały piasek leci na nasze domy. A gdy popada, nie da się przejść! Mieszkańcy ul. Przełęcz wysłali już pismo do Zarządu Dróg Miejskich. Proszą w nim o wybudowanie drogi. Pismo w tej sprawie wysłali do ZDM także radni samorządowego osiedla Świerczewo. I otrzymali zapewnienie, że "fragment drogi zostanie zrealizowany". Jednak w piśmie nie sprecyzowano, czy droga będzie wyrównana, czy może będzie to nowa nawierzchnia, i kiedy remont się zakończy. Tomasz Libich z Zarządu Dróg Miejskich uspokaja: - Ul. Przełęcz będzie utwardzona, położymy nową nawierzchnię, zamontujemy oświetlenie i zbudujemy kanalizację deszczową. Program budowy ulic lokalnych przewiduje realizację tego projektu do 2010 roku.
Strona Gazeta.pl>> |
| Dodał: Tomasz Wierzbicki |
| Dom dla seniorów na Świerczewie |
Data: 5.05.2009 7:00 |
|
Dwa duże torty i ok. 60 gości, wśród nich prezydent miasta Ryszard Grobelny - wczoraj Stowarzyszenie Ludzi Trzeciego Wieku "Świerczewski krąg" otworzyło oficjalnie Dzienną Placówkę Wsparcia Seniorów przy Grabowej 22.Emeryci mogą tu przyjść na światłoterapię, nauczyć się obsługi komputera albo zapisać się na wycieczkę np. do czeskiej Pragi. W pracowni kulinarnej sami sobie przygotowują lekkostrawne posiłki. Ośrodek nieoficjalnie działa od 16 marca. Celowo mieści się na osiedlu, które powstało specjalnie z myślą o starszych poznaniakach (TBS-y). Na zajęcia przychodzi do ośrodka dziennie ok. 30 osób. Wcześniej ośrodek mieścił się w prywatnej willi. Działalność Domu Seniora dofinansowana jest przez Miasto Poznań i wojewodę.
Strona Gazeta.pl>> |
| Dodał: Tomasz Wierzbicki |
| Światła, które wprowadzają w błąd kierowców |
Data: 23.04.2009 7:00 |
|
Dźwięk klaksonów i pisk opon hamujących aut - tak wygląda skrzyżowanie ulic Czechosłowackiej z Górecką. Ten wielki bałagan spowodowała... nowiutka sygnalizacja świetlna. Z bublem.Skrzyżowanie ulic Czechosłowackiej z Górecką: gładki asfalt, równy chodnik z bruku, sygnalizatory głosowe dla niewidomych, zielone światło dla pieszych, zapalające się po naciśnięciu guzika. Wszystko wygląda na kawał dobrej roboty drogowców. - Tymczasem to zwykły bubel - pisze Czytelnik do "Gazety". Jadę na miejsce. Ustawiam się na Czechosłowackiej w kierunku Opolskiej na pasie do jazdy na wprost. Tuż przede mną sygnalizator świetlny dla... skręcających w lewo. Pali się na nim czerwone światło. Stoję. Nie zauważam, że właściwy dla mnie sygnalizator stoi kilka metrów dalej - dopiero za skrzyżowaniem! Pali się na nim zielone, więc - zamiast korkować przejazd - powinienem jechać. Wpada na to ktoś z samochodu stojącego za mną - i trąbi. Ruszam.
 Po tym teście sprawdzam, jak idzie innym. Nagle pisk opon. Czarna corsa zatrzymuje się na środku przejścia dla pieszych. Kierowca - mając przed nosem zielone światło - myślał, że to dla niego. Tymczasem świeciło ono dla skręcających. Kolejna zmiana świateł. Kierowcy rozglądają się dookoła i zastanawiają, na który sygnalizator mają patrzeć. Sprawdzam jeszcze raz to skrzyżowanie - tym razem jako pieszy. Mam czerwone światło na przejściu przy wyjeździe z ul. Góreckiej w Czechosłowacką (w stronę Opolskiej). Wduszam przycisk, czekam, aż zapali się zielone. Mijają sekundy, minuta, dwie, trzy. Jednak światło wcale się nie zmienia. O błędach na skrzyżowaniu informujemy Zarząd Dróg Miejskich. Tam dowiadujemy się, że odpowiada za nie inwestor - firma Netto, która za skrzyżowaniem ma swój market. Na jej zlecenie i za jej pieniądze zbudowano sygnalizację świetlną. - Poleciliśmy inwestorowi, by natychmiast dokonał korekty - zapewnia nas Dorota Wesołowska, rzeczniczka ZDM. Dzwonimy również do Józefa Klimczewskiego, naczelnika poznańskiej policji drogowej. - To skrzyżowanie jest niebezpieczne dla kierowców! Światła są zamontowane w sposób niedopuszczalny. Na szczęście nie doszło tam do żadnego wypadku - komentuje. Naczelnik zapewnia, że drogówka już interweniowała w tej sprawie u inwestora. - Światła zostaną poprawione w ciągu najbliższych dni - zapowiada Klimczewski. - Na pewno tego dopilnuję.
Gazeta Wyborcza Poznań, 21. kwietnia 2009r. >>
|
| Dodał: Tomasz Wierzbicki |
|
Przejdź do archiwum aktualności>>
|